Obraz artykułu Wojownicze żółwie ninja, tom 1. Powrót do Nowego Jorku

Wojownicze żółwie ninja, tom 1. Powrót do Nowego Jorku

90%

Żółwie ninja niby są cztery (choć bywało, że więcej), ale niemal od początku wiodą podwójne życie. Zaczynały od czarno-białego komiksu, który zdecydowanie nie jest przeznaczony dla dzieci, by kilka lat później zyskać popularność, dzięki dzisiaj kultowej animacji i znacznie bardziej przyjaznemu wizerunkowi. Kiedy więc pojawia się nowy tytuł z nimi w roli głównej, za każdym nasuwa się myśl: „Dla kogo będzie tym razem?”. W tej odsłonie wydaje się kompromisem ze wskazaniem na nieco starszą publiczność.

To nie jest żadna wolta, wydawnictwo IDW Publishing odnowiło niedawno licencję na „Żółwie” i stylistycznie (a także tematycznie) kontynuuje to, co zostało zapoczątkowane już w numerze pierwszym z 2011 roku. Komu znana jest wielokrotnie opowiadana historia o początkach zmutowanych gadów wojujących za pomocą tradycyjnych japońskich broni, ale nie do końca orientuje się w wydarzeniach z ostatnich lat, temu uchylono jednak w tym tomie furtkę do przyłączenia się.

 

Zaczyna się w momencie, który dla braci wydaje się końcem. Są rozdzieleni, dwaj z nich wpadają w głębokie tarapaty, dwaj pozostali skupiają się na sobie i nic nie wskazuje na to, by miało jeszcze kiedyś dojść do pojednania... Oczywiście wiemy, że wreszcie musi to nastąpić, bo widzieliśmy okładkę, ale Jason Aaron sprawnie odracza reaktywację drużyny, dzięki czemu na chwilę wnikamy w żółwie głowy i możemy o każdej z postaci dowiedzieć się więcej niż tyle, że Leonardo to przywódca, Raphael to impulsywnym mięśniak, Donatello uwielbia naukę, a Michelangelo pizzę. Ich odrębne tożsamości uwydatniają w dodatku rysownicy o odmiennych stylach – każdemu przypadł inny żółw.

Najciekawiej wypada wstęp i rozdział czwarty, poświęcone noszącemu filetową opaskę specjaliście od technologicznych nowinek, który tutaj znajduje się w sytuacji przypominającej wyzysk genetycznie zmodyfikowanych zwierząt w trzeciej części „Strażników Galaktyki”. On też trafił do klatki i jest wypuszczany tylko do walk z każdym, kto ma wystarczająco dużo gotówki, by za tę brutalną rozrywkę zapłacić. Choć wychudzony i najwyraźniej cierpiący na problemy z pamięcią (czy wręcz odróżnianiem, co jest rzeczywistością, a co nie), próbuje się wydostać, wiedziony mętnym wspomnieniem o braciach. Chris Burnham świetnie się spisał przy wizualizowaniu tej ponurej historii, nadając jej odpowiednią dawkę mroku i szaleństwa. Gęste cieniowanie, powykrzywiane kontury kadrów, intensywne sceny walki i wrażenie, że wszystko, co otacza Donatella jest brudne i nieprzyjemne doskonale korespondują z pierwowzorem Eastmana i Lairda. Dla tego tomu jest to dodatkowo kluczowy rozdział, bo to właśnie misja ocalenia Donniego na nowo zespajania rodzinę.

 

Co dzieje się z resztą? Raph trafił do więzienia w podwójnej roli, a jego losy w bardziej realistyczny sposób zobrazowała Joëlle Jones (ostatnio można było podziwiać jej prace również w „Scarlett”, a debiutowała u nas krótką serią „Lady Killer” według własnego scenariusza). Michelangelo jest gwiazdą telewizyjną w Japonii, całymi dniami rozdaje autografy, występuje w telewizji albo leży na kanapie i ogląda stare filmy kung fu, kompletnie zaniedbując formę (Rafael Albuquerque, znany z „Amerykańskiego wampira”, również uderza w realistyczny ton, ale ze zdecydowanie bardziej widowiskową grą światłem). Leonardo trafia z kolei do Indii, gdzie Cliff Chiang (rysownika „Paper Girls”) ukazuje jego duchową podróż w kompletnie innym, bardziej pogodnym tonie.

Ogląda się to z wielką przyjemnością, ale na szczęście na tym Aaron nie kończy. Nie ma uścisków, wspólnej pizzy i radosnego: Cowabunga! Żółwie wracają do Nowego Jorku bez przepracowania problemów, które doprowadziły do ich rozstania, wciąż kłócąc się i wymieniając uszczypliwe komentarze. Nie są w dodatku witane z otwartymi ramionami tylko przez Piesze Patrole, czyli nowe wcielenie policji, w szeregach której znajdują się ninja Klanu Stopy, za których działalność odpowiada prokurator okręgowy – Hieronim Hale. Nowy czarny charakter jest interesujący nie tylko dlatego, że walczy nie bronią białą i sztukami walki, tylko sprytem i naginaniem prawa, ale również dlatego, że nie motywują go pragnienie zemsty albo chciwość. Od najmłodszych lat pozostawał niezauważany i pomijany. Nikt się nawet nie chciał na nim wyżywać – był jak powietrze, więc teraz poprzysiągł sobie, że zmusi wszystkich, by nie mogli oderwać od niego oczu i uszu. Jest w to wszystko oczywiście wmieszany Klan Stopy i jego liderka, Oroku Karai, wnuczka Shreddera. Nie mogło również zabraknąć ulubieńca wszystkich tych osób, które mają słabość do postaci z antybohaterską aurą – Caseya Jonesa, a także niezłomnej reporterki April O'Neil.

Z jednej strony są „największe przeboje”, z drugiej nie brakuje świeżych pomysłów, a miękki reset nie wydaje się jedynie wabikiem na nową publiczność. Podobnie jak Nagle! Comics dało w ostatnim czasie szansę na ponowne wejście w świat „G.I. Joe” i „Transformers”, tak teraz próbuje jak najwięcej osób wciągnąć w „Wojownicze Żółwie Ninja”. Warto sobie na to pozwolić – zanosi się na wyjątkowo udaną serię skierowaną i do neofitów, i do wieloletnich fanów i fanek.


Wojownicze Żółwie Ninja

Tytuł oryginalny: Teenage Mutant Ninja Turtles

Polska, 2025

Nagle! Comics

Scenariusz: Jason Aaron

Rysunki: Joëlle Jones, Rafael Albuquerque, Cliff Chiang, Chris Burnham, Darick Robertson



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

NEWSLETTER FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2025 Soundrive

NEWSLETTER

Najlepsze artykuły o muzyce