Sytuację uratował Robert Kirkman, twórca komisu "The Walking Dead", którego Skybound Entertainment podjęło się ukończenia dwóch pozostałych odcinków i chwała im za to, bo jak wspominałem przy okazji recenzji odcinka pierwszego, scenarzyści zafundowali nam tym razem wyjątkowo udaną, kipiącą od emocji historię. Czy jednak te wszystkie perturbacje pozwoliły utrzymać wysoki poziom? Częściowo tak, ale trudno nie odnieść wrażenia, że jest to materiał tworzony naprędce.
Od samego początku "Life is Strange" uchodziło za grę silnie zainspirowaną "The Walking Dead" (chociażby z powodu rodzaju rozgrywki opartej o podejmowanie decyzji, których konsekwencje kreują dalszy przebieg zdarzeń), ale w tym przypadku sytuacja jest odwrotna - to okrutny świat żywych trupów przesiąknął problemami okresu pokwitania. Miłość, przyjaźń i odkrywanie własnej tożsamości to główne wątki, a cała ta walka o przetrwanie znajduje się na tak odległym planie, że czasami przymus walki z zombie (które oczywiście nie są w ten sposób tutaj nazywane), wywołuje wręcz irytację, a większą frajdę sprawia... dekorowanie sali i wybieranie muzyki na być może ostatnią imprezę w historii świata.
.jpg)
Wątki obyczajowe sprawdzają się świetnie, a gracz do pewnego stopnia sam może decydować, z kim i jakiego rodzaju nawiąże więzi. Te najbliższe można rozwijać albo z nieśmiałą, choć pewną siebie Violet, albo z nieustannie gadającym śmieszkiem - Louisem, dodatkowo pozostaje konieczność wzięcia na siebie odpowiedzialności za wychowanie A.J.-a. O ile jednak wcześniej mogliśmy się przekonać, jak wielkie znacznie ma kierowanie żywotem młodego podopiecznego, o tyle tym razem jest to element nieco zaniedbany. Autorzy odcinka sprawiają wrażenie działających w pośpiechu (i najprawdopodobniej tak właśnie było), na czym rozwój postaci wyraźnie cierpi. Tempo nie pozwala delektować się drobnymi smaczkami wynikającymi z wiarygodnie przedstawionych relacji międzyludzkich, co było znakiem firmowym gry. Z jednej strony można się więc cieszyć, że w ogóle możemy w "The Walking Dead" jeszcze zagrać, z drugiej jakościowy spadek jest zauważalny.
.jpg)
Nawet najsłabsze momenty trzeciego odcinka ostatniego sezonu są o niebo lepsze od całego wcześniejszego, a liczne nawiązania do sezonu pierwszego (łącznie z gościnnym "występem" Lee, ówczesnego głównego bohatera) podstępnie i skutecznie rozbudzają sentyment, bo przecież z dużymi przerwami, ale systematycznie do losów Clementine wracamy już od blisko siedmiu lat. Jestem przekonany, że nikogo, kto przebył całą tę drogę do sięgnięcia po jej zwieńczenie namawiać nie muszę, więc jedynie zapewniam, że pożegnanie z serią jest więcej niż godne.
The Walking Dead: Final Season, episode 3
USA, 2019
Skybound Entertainment
Platformy: Microsoft Windows, PlayStation 4, Xbox One, Nintendo Switch
.jpg)