Porównanie do Manowar nie jest zupełnie na wyrost, bo kiedy Aric z Dacji zdejmie hełm swojej zbroi (czyli właśnie tytułowego Manowara), do złudzenia przypomina heavy metalowego bożyszcza z lat 80. Tam, gdzie u jednych prawdziwie męska i niezłomna postawa jest jednak zaledwie pozą i scenicznym wizerunkiem, tam nasz bohater udowadnia, że opisywanie go w podobny sposób nie jest ani trochę przesadzone. Co więcej, nie trąci od niego kiczem charakterystycznym dla superbohaterskiej narracji sprzed trzech dekad, a pierwszy tom jego przygód to w tej dziedzina najlepsza historia, jaka w 2018 roku została wydana.
"X-O Manowar" ukazał się po raz pierwszy w 1992 roku, ale to czwarte podejście do tej serii (publikowane w Stanach od 2017 roku po dziś dzień) przysporzyło jej największej liczby zwolenników. Nic więc dziwnego, że kiedy wydawnictwo Kboom zaczęło wprowadzać uniwersum Valianta na polski rynek, pojawiła się sugestia, aby ten tytuł był jednym z pierwszych wysłanych do druku (o czym Jakub Kwidziński opowiadał w wywiadzie). Sugestia jak najbardziej słuszna, bo w czasach, kiedy już każdy doskonale zna herosów Marvela i DC Comics, a także bardzo wyraźne podobieństwa pomiędzy nimi, nic nie przynosi równie dużej ulgi, jak świeże spojrzenie na jeden z najpotężniejszych filarów współczesnej popkultury.
Oczywiście może się tutaj dopatrzeć podobieństw do scenariuszy z pogranicza fantasy i science-fiction, chociażby do zmagań He-Mana czy Aquamana, a może nawet bardziej w Polsce znacznie mniej popularnego (mimo filmowej adaptacji sprzed kilku lat) Johna Cartera, ale w moim odczuciu rzeczywistość obcej planety z jednej strony prymitywnej, z drugiej na tyle zaawansowanej, żeby jej władcy prowadzili badania nad kodem DNA najwięcej ma wspólnego z surowymi opowieściami z komiksów frankońskich. Tak pod względem fabularnym, jak i graficznym. Brud, krew i brutalność można odczuć niemalże na własnej skórze, a w dodatku Tomas Giorello zaaranżował sceny pojedynków w mistrzowski sposób, oddając ich dynamikę tak wiernie, że mogą kojarzyć się ze stop-klatkami filmu animowanego. Na szczyt umiejętności wzbija się jednak na początku trzeciego zeszytu, gdzie na czterech stronach prezentuje dzieła sztuki godne wystawy w galerii.
W odróżnieniu od wydanego w tym samym czasie pierwszego tomu "Bloodshota", w tym przypadku nie dostajemy bezpośredniej kontynuacji zdarzeń z "Walecznych", którzy zainicjowali wejście Valianta do Polski. Matt Kindt w ogóle nie podaje kontekstu do informacji - nie wiemy, co Alric robi na obcej planecie, od jak dawna mieszka na niej i dlaczego za wszelką cenę chce uniknąć korzystania ze zbroi. Ten prosty zabieg narracyjny sprawia, że ciekawość rośnie ze strony na stronę, a aura tajemniczości podpowiada rychłe nadejście zakasującego zwrotu akcji.
Pierwszy tom "X-O Manowar" to ścisła czołówka najlepszych komiksów, jakie w 2018 roku przeczytałem. Prawdopodobnie to właśnie ten bohater jest następny w kolejce do ekranizacji filmowej, jeżeli obraz z "Bloodshotem" z 2020 roku okaże się sukcesem, i mam nadzieję, że twórcy sięgną właśnie po scenariusz "Żołnierza", dając tym samym czytelnikom widowisko science-fiction na miarę "Star Wars".
X-O Manowar
Polska, 2018
Kboom
Scenariusz: Matt Kindt
Rysunki: Tomas Giorello