Dlatego pierwszy odsłuch „Black Soul” przyniósł zaskoczenie – grupa skupiła się bardziej na nastroju i atmosferze, co z jednej strony dodało jej oryginalności, z drugiej odjęło wściekłości i energii. Wyraźne są tutaj inspiracje death/doom metalem, z czym wiąże się także silne osadzenie w wolniejszych tempach. Kwartet z Wielkopolski ma jednak w swojej talii parę nieoczywistych kart i nigdy do końca nie można przewidzieć, czy bardziej zbliży się do Bolt Thrower, czy do starszych dokonań chociażby Paradise Lost. Przy tym bardziej klimatyczna i ponura atmosfera zdaje się być dla niego czymś naturalnym i niewymuszonym.
W dalszym ciągu jest tutaj nieco miejsca do rozwoju, ale obrany przez Sorrow kierunek i konsekwencja kompozytorska albumu robią spore wrażenie. Zespół wyłamuje się wszelkim scenowym trendom i gra po swojemu, a szczególnie ciekawie wypadają partie z czystym, żeńskim wokalem. Nie ma ich wielu, ale zawsze świetnie komponują się z deathmetalowym growlem i dodają dodatkowej warstwy poszczególnym kompozycjom. Zdarzają się jednak również zgrzyty.
Żaden riff nie schodzi pod względem jakości poniżej solidnego poziomu, ale w kilku miejscach zabrakło finezji przy sklejaniu poszczególnych motywów w większą całość. Nie jest to kwestia ciążąca nad całością materiału, ale niekiedy zmiany motywów wydają się nieco toporne. Ten drobny mankament stosunkowo niewielkim nakładem starań da się jednak w przyszłości poprawić, największy to z kolei produkcja.
W pełni rozumiem, że zespół celował w oldschoolowe brzmienie rodem z początku lat 90., ale Sorrow wiele traci na przesadnie wysuniętych perkusji i wokalach. Zwłaszcza, że silnie przesterowane gitary nie zawsze niosą za sobą odpowiedni poziom czytelności. Utwory na „Black Soul” nie są pozbawione nieoczywistych zagrywek i smaczków, ale często giną w chaosie miksu płyty. Szkoda, że nie poświęcono temu elementowi więcej uwagi.
„Black Soul” może nie jest albumem przełomowym, ale na pewno odważnym i utrzymanym w wyjątkowo ponurym klimacie. Sorrow nie zbacza z samodzielnie wytyczonej ścieżki i nie ogląda się na innych, a bardziej death/doomowy kierunek i świetna współpraca obydwu wokali wyrosły na największe atuty grupy. Dzięki nim na rodzimym poletku próżno szukać podobnie brzmiących zespołów, a jednak to wciąż nie jest wydawnictwo, które dałoby się uznać za rozwinięcie pełni potencjału.
wydanie własne/2024