Obraz artykułu Soma - "Locker Room"

Soma - "Locker Room"

70%

Gdańską Somę śledzę od początku jej działalności. Pierwotnie grupa balansowała pomiędzy sludgem a groove metalem i to w wyjątkowo bezpieczny sposób - sprawdzała się w tej konwencji, ale ginęła w gąszczu setek innych zespołów o podobnym profilu. Po "Locker Room" spodziewałem się więc przyjemnej, przemyślanej EP-ki, odsłuchanej z przyjemnością, ale szybko zapomnianej. Tak się jednak nie stało.

Już podczas pierwszego utworu zrozumiałem, dlaczego w załączonej do płyty notce pomorscy muzycy zaznaczyli, że traktują ten materiał jako restart zespołu. Soma zyskała ten jeden element, którego wcześniej jej brakowało - odwagę. Nie tylko dlatego, że gdańszczanie zaczęli dokładać kolejne elementy składowe do swojej muzyki, a dlatego, bo faktycznie zdecydowali się na całkowitą rewolucję. W efekcie powstał całkowicie nowy twór, w którym tylko nieznacznie pobrzmiewają echa wcześniejszych dokonań zespołu.

 

Soma jest wręcz bezczelna w ilości wymieszanych wpływów - obok sludge'u i groove metalu, do tygla wrzucono mathcore, jazz, rock progresywny i szeroko rozumianej muzyki eksperymentalną. Ramy stylistyczne są napięte do granic możliwości, ale muzycy przeważnie sprawnie radzą sobie z czerpaniem z wielu źródeł naraz, a przede wszystkim potrafią zaskoczyć - nigdy nie możemy być pewni, czy nie zostanie zaraz zaciągnięty hamulec, który ma zrobić miejsce dla jazzowej wstawki, czy też zostaniemy zaatakowani hybrydą dokonań Converge i Dead Cross. Inspiracje można długo wyliczać, każdy z utworów z osobna zdaje się miksem kilku innych wpływów, które teoretyczne nie powinny ze sobą współgrać, ale nie pojawia się przy tym wrażenie niespójności.

 

Każdy doskonale panuje nad swoim instrumentem, co pozwala na dodatkowe połamanie kompozycji, a zarazem wzbudza ciekawość tego, jak ten materiał sprawdzi się na koncertach. Wysoki poziom umiejętności technicznych nie przysłania przy tym nastroju - EP-ka odznacza się wysokim poziomem samoświadomości w jego budowaniu. Przeważnie oniryczny wokal płynie nad dziką warstwą instrumentalną, co sprawia wrażenie koszmaru, z którego nie można się obudzić.

 

Głównym zarzutem, jaki można postawić "Locker Room" jest produkcja - to jedyny element układanki, który nie sprawia wrażenia profesjonalnie przygotowanego. O ile ślady zostały zarejestrowane bezbłędnie, o tyle nie mogę oprzeć się wrażeniu, że na etapie miksu i masteringu pogubiono się w próbie określenia tego, czym właściwie ma być ten zespół. Cięższym momentom brakuje siły, a tam, gdzie ma dominować przestrzeń, jest jej aż zbyt wiele, przez co w kilku miejscach całość zdaje się brzmieć pusto. Przy wielu innych wydawnictwach dałoby się to bez trudu przełknąć, ale tutaj sprawia wrażenie podcinania skrzydeł eklektycznej tożsamości zespołu i utraty kontroli nad chaosem.

 

"Locker Room" pokazuje zespół gotowy na przekroczenie własnych ograniczeń. Soma stworzyła materiał niepokorny, trudny i ciekawy, jednocześnie dając jasno do zrozumienia, że przedkłada wizję nad komfort odbiorcy. Dobrze, że "wydawnictwo przejściowe" jest EP-ką, a nie pełnym albumem, bo chociaż nowa stylistyka i jej wykonanie okazały się strzałami w dziesiątkę, to wciąż pozostaje pole do wprowadzenia poprawek. Mam nadzieję, że gdańszczanie zdecydują się pozostać w swoim eklektyzmie i w pełni wykorzystają drzemiący w nich ogromny potencjał.


wydanie własne/2024



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

NEWSLETTER FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2024 Soundrive

NEWSLETTER

Najlepsze artykuły o muzyce