Dawne podziały gatunkowe odchodzą do lamusa, a na dużych letnich festiwalach tę samą scenę potrafią dzielić kapele indie rockowe, black metalowe, jazzowe i producenci IDM. To żadne odkrycie, to dzisiejszy standard, a jednak z tego wydawać by się mogło ogólnomuzycznego otwarcia wciąż wyłączeni są artyści i artystki tworzące w nurtach wspólnie określanych jako dark independent, czyli EBM, aggrotech czy darkwave. Szczegółowo opowiadaliśmy o tym zjawisku w jednym z odcinków naszego podcastu - Soundrive Live, a na co dzień próbujemy także tę granicę usunąć, chociażby poprzez prezentowanie grup pokroju Dawn of Ashes.
Pierwotnie projekt Kristofa Bathory'ego celował w ponure elektroniczne brzmienie inspirowane filmami grozy, ale stopniowo - wraz z przemianą z solowego przedsięwzięcia w zespół - koncepcja zaczęła ewoluować i obejmować dodatkowe instrumenty. Po fazie EBM przyszła pora na rewiry z pogranicza melodyjnego black metalu, później wymieszanego dodatkowo z industrialem, a jeszcze później zespół zrobił sobie dwuletnią przerwę, by wreszcie powrócić z brzmieniem, które było wypadkową wszystkich wcześniejszych fascynacji i po dziś dzień w tych rewirach członkowie Dawn od Ashes czują się najlepiej.
Rozmowa z Soundrive (Kristof Bathory, wokal)
Nie byłbym muzykiem, gdyby nie pasja do muzyki.
Moja ulubiona muzyka z dzieciństwa to Fear Factory, White Zombie, Napalm Death, Pantera, Sepultura.
Moja ulubiona muzyka z ostatnich miesięcy to Code Orange, Eminem, The Acacia Strain.
Moi ulubieni artyści niezwiązani z muzyką to H.R Giger i Todd McFarlane.
We współczesnej muzyce najbardziej lubię... Nic takiego nie przychodzi mi do głowy.
We współczesnej muzyce najbardziej nie lubię... Nie przepadam za większością współczesnej muzyki.
Najbardziej w koncertach lubię energię.
Moja muzyka jest porównywana do różnego rodzaju mrocznej i ciężkiej muzyki.
Gdybym mógł sprawić, że jeden z utworów innego artysty stałby się mój, byłoby to coś Nine Inch Nails.
Polska kojarzy mi się z pięknem i spokojem.