17 kwietnia duet opublikował trzeci album - "Sleepless", zbiór spóźnionych przebojów, które trzydzieści lat temu prawdopodobnie leciałyby w radiu dzień i noc, a dzisiaj mogą uchodzić za muzykę alternatywną. Jak kształtowało się to brzmienie? O tym opowiada Myles Mendes.
Rozmowa z Soundrive [Myles Mendes]
Nie byłbym muzykiem, gdyby nie Robert Smith z The Cure.
Moja ulubiona muzyka z dzieciństwa to Cheap Trick, The Cars i Queen - często ich słuchaliśmy, ale wizerunek Kiss sprawił, że to właśnie oni zostali naszymi bohaterami z dzieciństwa.
Moja ulubiona muzyka z ostatnich miesięcy to nowy album Porches, naprawdę intensywnie zgłębiam się w jego zawartość, a poza tym słuchamy dużo Nine Inch Nails.
Moi ulubieni artyści niezwiązani z muzyką to Tim Burton, Jim Lee, Frank Miller, Tim Sale, Alex Ross... Jesteśmy pełni podziwu dla pracy, jaką włożyli w kultowe dzieła ze świata Batmana.
We współczesnej muzyce najbardziej lubię to, że produkowanie jej jest znacznie bardziej osobiste, a artyści mogą zajmować się tym sami.
We współczesnej muzyce najbardziej nie lubię przesytu, co wynika z poprzedniej odpowiedzi. Duża część tej muzyki nie jest dobra.
Najbardziej w koncertach lubię słyszeć ścieżkę dźwiękową do własnego życia tworzoną na żywo, na scenie, tuż obok.
Nasza muzyka jest porównywana do New Order, The Cure, Tears for Fears, Depeche Mode.
Gdybym mógł sprawić, że jeden z utworów innego artysty stałby się mój, byłoby to... Właśnie oglądałem filmik Ricka Beato na temat "Just Like Heaven" The Cure. Wszystkie te warstwy, które Rick wyróżnił przypomniały nam, jak wyjątkowy jest to utwór. Po zobaczeniu tego materiału chcielibyśmy, żeby ten kawałek stał się nasz.
Polska kojarzy mi się z jedzeniem pierogów, kiedy byłem dzieckiem. Dziękuję Polsko, za ten cudowny wynalazek.