"The Nigga in Me is Me" to potężny, choć zaledwie siedemnastominutowy materiał o ściśle politycznym (czy może nawet bardziej anty-politycznym) wydźwięku, utrzymany w hardcore punkowym duchu z domieszką noise'owych i hip-hopowych naleciałości. Połączenie tak różnorodnych inspiracji przestaje dziwić po rozmowie z liderem zespołu, Piercem Jordanem.
Rozmowa z Soundrive [Pierce Jordan, wokal]
Nie byłbym muzykiem, gdybym nie został wychowany przez rodziców tak, by cenić i szanować sztukę. Jestem im wdzięczny za to, że pokazali mi muzykę, którą kochają i pokazali mi, jak ważne jest zwracanie uwagi na przesłanie przekazywane poprzez czyjąś twórczość. Jestem wdzięczny, że interesowało ich to, czym się zajmuję i wspierali to, co robię oraz komunikuje za pośrednictwem tego zespołu. Niewiele osób może dostąpić takiego przywileju.
Moja ulubiona muzyka z dzieciństwa to albo Prince, albo Stanley Clarke. Jest jeszcze mnóstwo innych artystów, których moi rodzice - a zwłaszcza mój tata - chcieli, żebym poznał, ale ci dwaj zawsze pierwsi przychodzą mi do głowy.
Moja ulubiona muzyka z ostatnich miesięcy to "Astroworld" Travisa Scotta, "The Underdark" Funeral Diner, "So Much Fun" Young Thuga, "When I Get Home" Solange, "One Man Army" Street Soldier i "Y" Daïtro.
Moi ulubieni artyści niezwiązani z muzyką to Issa Rae, Bob Ross, Zach Blackwood, Dominique Appia i oczywiście Ava Duvernay.
We współczesnej muzyce najbardziej lubię to, że współpraca z innymi stała się czymś zwyczajnym, a także wspieranie marginalizowanych głosów.
We współczesnej muzyce najbardziej nie lubię kapitalizmu.
Najbardziej w koncertach lubię zatracanie się.
Nasza muzyka jest porównywana do Bad Brains i Fishbone, mimo że prawie wcale tak nie brzmimy. Ciekawe, skąd się to bierze.
Gdybym mógł sprawić, że jeden z utworów innego artysty stałby się mój, byłoby to "RNID" Young M.A.
Polska kojarzy mi się z Europą i z cholernie niską temperaturą.
fot. Hannah Fielo